oddech krystalizuje się w powietrzu
odjeżdżasz, wypełniając noc swoją nieobecnością
wokół, Dirty Danzig, jak mawiał poeta
rozwija swoje skrzydła z plastikowych torebek
i ulotek z montażem okien
*
skomentuj (0)
jesteśmy istotami ulepionymi ze strachu
obtoczeni w panierkę myśli
i instynktów brniemy
przez szlam rzeczywistości
niosąc dumnie swój sztandar z włóczki
oblepieni kolorowym błotem
poczytujemy każde światło jako znak nadziei
wierzymy w wolność fotonów
że to co prawe wydziela z siebie
blask
*
skomentuj (0)
zaszczytna moderacja
zmiana ludzkich losów
łosoś i kawior zastąpią
karton na talerzu
a tlen zastąpi dym zza papierosów
to się tyczy też ciebie
skok społeczeństwa
80 milionów sprężystych nóżek
rączki i perłowe paznokietki
drapiące perłowe dno kojca Stwórcy
Stwórca gra
jest zajęty
nie słyszy szkodników pod podłogą
świat się obraca
obraca się czas
ja się obracam
patrzę w tył na
samodegradującą się rzeczywistość
stworzenie nie zostało stworzone
jest stwarzane na bieżąco
przechodzimy przez nie
a ono się rozplątuje jest
zjadane przez piekło, czy
inną entropię
znów się obraca
znów napinamy kolanka
ksiądz w konfesjonale mówi
odpuszczam
*
skomentuj (0)
płomień liże kamienie bruku rozrzucone na ulicy
rzucają cienie w zaułki
historie tego miasta śmierdzą dymem
każdy krok rozbrzmiewa w przeszłości
i nagle może grzechotać ołowianym
nawozem patosu
*
skomentuj (0)
owinięty w ból głowy
obserwuję przemijający czas
na niczym mi nie zależy
jestem skończony
finalny produkt boskich stoczni
nie zmieniam się i nie rozwijam
w tej ostatecznej doskonałości
zapadam się pod własnym ciężarem
czuję jak rdzewieje mi mózg
a smar zastaje się w stawach
łykam proszki, które mają mnie zbawić
wącham skodyfikowaną religię
zapamiętuję czym jest:
hebraika, wulgata i septuaginta
jestem deuterokanoniczny jak pisma
zawinięte w ludzkie skóry
gdzieś nad najczarniejszym z mórz
*
skomentuj (0)
był słoneczny dzień w mojej głowie
Sandra śpiewała Hiroszymę
pachniała herbata
woda mlaskała łakomie
owijając się wokół wioseł
patrzyłem jak bardzo piękne są dziewczyny
absolutnie samotny na granicy
lądu i wody
myślałem jak wspaniale i twórczo
jest umierać z bólu
na oczach wszystkich
tysiącletnie miasto wokół
osuwało się w przemijanie
teraźniejszość puchła i więdła
czas narastał pączkami przyszłości
*
skomentuj (0)